SEMESTR - magazyn studentów
 
 
 
Na Początek
Na Studiach
Na Luzie
Na Serio
Na Fali
Do Pracy!
Wywiad
Wydarzenia

KARIERA

Warszawa
Wrocław
Kraków
Śląsk
Poznań
Łódź
Szczecin
Gdańsk
Białystok
Kielce
Gliwice
Częstochowa
Toruń
Olsztyn
Opole
Lublin
Bydgoszcz
Rzeszów


ZNAJDŹ
WOLONTARIAT
Szukaj lokum z:
Mieszkania i pokoje do wynajęcia


 Znajdź pracę:

 pracuj.pl - pracujesz jak chcesz!

     Redakcja    |     O nas    |     Oferta    |     Kolportaż    |     Kontakt
  szukaj


Sposób na profesora

Pamiętacie książkę Edmunda Niziurskiego "Sposób na Alcybiadesa"? Jej bohaterami byli uczniowie jednej z warszawskich szkół, którzy szukali takiego sposobu na swoich profesorów, który pozwoliłby im otrzymywać dobre stopnie, a nie wymagał przy tym zbyt wielkiego wkładu pracy.

I chociaż "Sposób na Alcybiadesa" wydano w 1964 roku, od tego czasu książka ani trochę nie straciła na aktualności. Uczniowie i studenci poszukiwali, poszukują i nadal będą poszukiwać sposobów na swoich profesorów.

    Da się? No pewnie, że tak!

      Student mający jako takie pojęcie o czymkolwiek, dobrze wie, że podstawą sukcesu jest pozyskanie informacji. Umiejętność ich zdobywania i przetwarzania to sprawa kluczowa - co stale powtarza niemal każdy wykładowca i nauczyciel.Wielu żaków bierze sobie do serca profesorskie rady i przeprowadza przed egzaminem małe dochodzenie, niekoniecznie z zakresu wymaganej wiedzy. Poszukują mianowicie odpowiedzi na pytanie, jak sobie poradzić z egzaminatorem. Jak? Trzeba zastosować się do kilku zasad.

        Zasada pierwsza: do każdego przypadku - to znaczy do każdego wykładowcy - należy podchodzić indywidualnie, ponieważ to, co wydaje się być skuteczne w przypadku jednego, może cię pogrążyć u drugiego.

          Zasada druga: żaku, ucz się na błędach innych, którzy już coś przeżyli! Oni wiedzą, co i jak.

            Zasada trzecia: wykładowca, jak to człowiek, jest istotą kapryśną i zmienną, musisz więc być przygotowany na improwizację, najlepiej skuteczną.

              Zasada czwarta: na wszelki wypadek licz się z ryzykiem porażki.

                Żeby nie być gołosłownym...

                  Pomysłów i sposobów jest bez liku. Zaczynając od tych najbardziej oczywistych, trzeba wspomnieć o kwestii wyglądu. Podobno nie szata zdobi człowieka. Wielu nie zgodziłoby się jednak z tym stwierdzeniem. Otóż w przypadku niektórych profesorów zauważono osobliwą tendencję: panie w krótkich spódniczkach zdecydowanie rzadziej oblewały. Zaczęto więc przyglądać się temu zagadnieniu bliżej. Niektóre studentki przyznają, że celowo zakładają na egzamin ustny mini, zdając sobie sprawę, że ich piękny uśmiech i zgrabne nogi mogą zdziałać cuda, na przykład w postaci pozytywnej oceny w indeksie.

                    Czasem sytuacja może jednak wyglądać zgoła odwrotnie. Słyszałam któregoś razu taką anegdotkę: pewna ładna studentka na egzamin pisemny u młodego i czułego na kobiece wdzięki profesora - dosyć niefortunnie - założyła czerwoną bluzkę z dużym dekoltem. Siedziała stosunkowo blisko, bo w trzecim rzędzie na dużej auli. Strój okazał się bardzo nietrafiony, bo biedna dziewczyna nie potrafiła odpowiedzieć na prawie żadne pytanie, a - ściągając uwagę profesora - sama ściągać właściwie nie mogła. Może jednak warto zaglądać do książek...

                      Z kolei założyć mini i bluzkę z głębokim dekoltem na egzamin ustny z surową panią profesor, to jak strzelić sobie w stopę. Niejednokrotnie taka jedna czy druga studentka skarży się później, że dostała wyjątkowo wredne pytania i właściwie już na wejściu było wiadomo, że nie zda. No ale jeśli ktoś nie zadał sobie nawet tyle trudu, żeby sprawdzić, jakiej płci jest egzaminujący profesor (a jeszcze - jak na złość - nie udało mu się dotrzeć na żaden z prowadzonych przezeń wykładów) i z góry przyjął, że na kierunku technicznym egzaminować będzie raczej mężczyzna, może być zaskoczony.

                        Nie warto się nawet rozwodzić nad warunkami, w których sama płeć zdającego odgrywa dużą rolę. Weźmy studenta-chłopaka na niemal żeńskim kierunku. Niech mówi miłym, niskim głosem, robi inteligentne miny, śmieje się głośno i radośnie w odpowiednich momentach. W takim przypadku prawie pewne jest, że na koniec semestru z zajęć, na których podstawą do zaliczenia jest aktywność, dostanie u pani doktor czwórkę, choć nie odezwał się ani razu, przynajmniej na temat. A prowadząca spyta jeszcze z troską, czy to aby nie za niska ocena. Wtedy taki delikwent pokiwa smutno głową i uśmiechnie się melancholijnie, a ocena natychmiast zostanie podniesiona na 4,5. Taki zdolny chłopak!

                          Pokonaj mnie własną bronią

                            Powyższe "sposoby" są raczej oczywiste, często trzeba jednak korzystać z bardziej wyrafinowanych metod. Przychodząc na egzamin z wysoko postawionym pracownikiem uczelni, można między wierszami - niby przypadkiem - nawiązać do jego zasług. Porównując swoją uczelnię z inną, wyłuszczyć, że ta pierwsza jest lepsza, skuteczniej zarządzana, wyśmienicie zorganizowana... Egzaminujący, który czuje się w dużej mierze odpowiedzialny za taki stan rzeczy, wypina dumnie pierś i zaczyna opowiadać o swoim najnowszym pomyśle. Po jakimś czasie przypomina sobie o egzaminie, zadaje jedno błahe pytanie, po czym zamaszystym ruchem wpisuje piątkę do indeksu.

                              Tymczasem kolejna egzaminowana osoba dostaje tuzin trudnych pytań, na które próżno szuka odpowiedzi... I tutaj uwaga kolejna, dla niektórych wcale nie tak oczywista. Gdy nagle kilkanaście osób wpada na ten sam pomysł i zaczyna podkreślać zasługi wykładowcy, nie ujdzie to uwadze czujnego belfra. A wtedy biada wam, studenci!

                                Wielu żaków wymyśla swoje autorskie koncepty. Ktoś, odpowiadając na egzaminie,przytacza mało znaną teorię bułgarskiego uczonego, którą poznał "w wolnym czasie, ponieważ chciał bliżej przyjrzeć się zagadnieniu". Pomimo wielu braków w wiedzy, wychodzi z gabinetu z  pozytywną oceną w indeksie. Ktoś inny, widząc bezmiar informacji oraz grube tomiska do przeczytania, wybiera spośród nich jedną pozycję, która okazuje się być książką napisaną przez jego profesora. Student bezbłędnie podaje na egzaminie cytat z niej, co gwarantuje mu sukces i zaliczenie. Natomiast inni, żmudnie wykuwszy połowę literatury, niejednokrotnie nie trafiają w pytania.

                                  Ile profesorów, tyle sposobów. Nie sposób wymienić nawet połowy z nich. Każdy z nas z pewnością o wielu słyszał, niektóre być może z sukcesem stosuje na co dzień, a przynajmniej raz na pół roku.Jedno jest pewne: niewiele studentów nie byłoby zainteresowanych poznaniem metody na swojego wykładowcę. W końcu - prędzej czy później - taka wiedza zawsze się przydaje.

                                    Joanna Kubica




                                        SEMESTR patronuje:








                                       NEWS

                                         :: Wrzesień
                                         17WIZAŻ I STYLIZACJA

                                       
                                         :: Październik
                                         19Festiwal 7xGospel!

                                       
                                         :: Listopad
                                        Brak wydarzeń

                                       
                                         :: Grudzień
                                         5VI Jarmark Rękodzieł


                                       DODAJ WYDARZENIE

                                      Login:
                                      Hasło:



                                      Redakcja    |     O nas    |     Oferta    |     Kolportaż    |     Kontakt