Książkowa pralinka
Właśnie ukazała się kolejna książka z serii autorstwa Sue Townsend - "Adrian Mole. Zaginione dzienniki 1999- 2001".
Tym, którzy znają Adriana, nie trzeba jej polecać, bo z pewnością kupili ją, kiedy tylko pojawiła się na księgarskich półkach. Ci, którzy go nie znają, mają pecha i powinni to jak najszybciej zmienić. Szczególnie, jeśli określenia "świetna książka" nie rezerwują tylko dla wielkich epickich dzieł zmieniających literacki krajobraz epoki. Jeśli lubią, czytając, zaśmiewać się dołez. Jeśli nie wymagają od książki, by wywoływała w nich egzystencjalną zadumę nad kondycją człowieka, a wystarcza im, że wprawia po prostu w dobry nastrój.
"Zaginione dzienniki 1999-2001" to książkowa pralinka. Do zjedzenia na jeden raz. Ale nie do połknięcia, do smakowania. Pyszna. Tak samo zresztą, jak cała seria. W pozostałych książkach poznajemy Adriana w wieku lat 13 i 3/4, przyglądamy się, jak próbuje uporać się z bólem dojrzewania, a później z życiowymi dylematami wczesnej dorosłości. Radzę schrupać wszystkie, od początku do końca, od końca do początku lub w dowolnej kolejności. W "Zaginionych dziennikach" Adrian jest już mężczyzną po trzydziestce, ojcem dwóch synów i - jak zwykle - próbuje napisać swoje wielkie literackie dzieło. To pełen frustracji, niespełnionych ambicji, niepokojów i lęków, naiwny, pozbawiony talentu facet żyjący z zasiłku, nieradzący sobie ze sobą ani z zakręconą, dysfunkcyjną rodziną.
Przesympatyczny. Po prostu nie da się go nie lubić.
Anna Paluch
Sue Townsend, "Adrian Mole. Zaginione dzienniki 1999-2001", W.A.B. 2010