ŻYCIE JEST PIĘKNE, MIMO WSZYSTKO
Marzena Cyboran: - Zniknąłeś z Acid Drinkers, Turbo, Creation of Death. Pojawił się 2Tm2.3 i Arka Noego. Nie brakuje Ci dawnego życia? Koncertów, imprez?
Robert Friedrich: - Tak naprawdę, ten obraz rock’n’rollowca jest mocno przekoloryzowany. Jeśli chodzi o dawne życie, to nie ma czego żałować. Koncertów mi nie brakuje, gramy z Arką wystarczająco dużo koncertów, teraz jeszcze doszły ostre koncerty z zespołem 2TM2,3, który promuje swoją nową płytę pt. 888. Imprezuję za to częściej niż kiedykolwiek, ale w rodzinnym i wspólnotowym gronie.
- Czy to, co robiłeś choćby z Acid Drinkers, w jakimś sensie przekłada się na Arkę Noego? Czy to ta sama muzyka, ten sam Robert Friedrich czy dwa zupełnie inne rozdziały muzyczne?
- Oczywiście! Acid to był dopiero poligon w porównaniu do tego czadu, jaki robimy z Arką. Kto był na naszym koncercie ten wie jak ostro potrafią śpiewać nasze dzieci.
A Robert… ten sam grzesznik, tylko że mający nadzieję w Boże miłosierdzie. Natomiast muzycznie zawsze staram się napisać dobrą piosenkę, ale nie zawsze się to udaje. We wszystkich kapelach, w jakich grałem, od Turbo aż po Arkę Noego pisałem o tym, co przeżywam, co mnie cieszy, co załamuje i co daję nadzieję.
- Ledwo jestem ojcem, ledwo muzykiem, ledwo ledwo najmniej chrześcijaninem. Więc nie pytaj mnie o takie poważne rzeczy – powiedziałeś kiedyś w jednym z wywiadów. Dlaczego ledwo?
- Ledwo to znaczy słaby. Jestem słaby. Słaby ojciec, słaby muzyk, a do chrześcijanina, który ma miłość nawet do nieprzyjaciół, bardzo mi dzisiaj daleko. Na szczęście mam żonę, która mnie takiego słabego kocha, mam przyjaciół którzy ze mną słabym grają i mam wspólnotę w której uczę się dopiero być chrześcijaninem.
- Był taki czas w Twoim życiu, kiedy dużo grałeś, dużo imprezowałeś, dużo piłeś. Takie stereotypowe hulankowe życia rockmana. Wymóg wielkiego świata czy jakaś potrzeba ucieczki? Poszukiwania?
- No jak mówimy o słabościach, to się muszę przyznać, że byłem słabym rockowcem. Pewnie była to jakaś ucieczka od problemów dnia codziennego, ale picie i alienacja, tych problemów nie rozwiązywały.
- Zdawałeś sobie sprawę z tego, że picie zaczyna być nałogiem, czy wierzyłeś twardo, że Ciebie to nie dotyczy?
- Problem alkoholu bardziej dotykał mnie w moim domu rodzinnym. Byłem typowym dzieckiem alkoholika. Brak wiary we własne siły, nieufność, podejrzliwość wobec innych. Rodzice nie potrafili się dogadać i kiedy miałem 13 lat mój ojciec zostawił nas, wtedy mama zaczęła sięgać częściej po kieliszek. Dzisiaj rozumiem tą całą historię moich rodziców, ale jako dziecko trudno mi było z tym żyć. Zacząłem szukać szczęścia poza domem. Muzyka i marzenia o zespole to była moja ucieczka od rzeczywistości.
- Jak takie życie przekładało się na Twoje relacje rodzinne? Nie chciałeś przestać dla żony, dzieci?
- Jeszcze po ślubie nie wyobrażałem sobie życia bez tras koncertowych, bez muzyki. Mijały jednak lata i w pewnym momencie musiałem to zostawić żeby nasze małżeństwo się nie rozpadło. Musiałem się z tego letargu przebudzić, ale jak to zrobić? Rozumiem, że ktoś ma talent do muzyki, tworzy i komponuje, bo to jego powołanie, ale ja traktowałem muzykę jako formę ucieczki. Przyszedł jednak czas, że mogłem to wszystko zostawić i przewartościować swoje życie.
- Był taki czas, że byłeś na krawędzi? Że gdyby nie pomoc kogoś z bliskich mógłbyś nie wrócić?
- Pomogła mi w tym rodzina i wspólnota. To znaczy nie stali nade mną i nie czarowali, ale pomogła mi ich cierpliwość i bezwarunkowa miłość.
- Zdarzyło Ci się wylądować na izbie wytrzeźwień?
- Tak. W dzień przed 16 tymi urodzinami. To była porażka. Rozrabiałem, to mnie milicja obywatelska odwiozła na przechowanie.
- Choroba przewróciła Twoje życie do góry nogami. Była wyrokiem, którego skutki – nie wiem czy można tak powiedzieć, ale zaryzykuję - okazały się pozytywne? Zacząłeś nowe życie…
- Choroba i operacje serca pozwoliły mi trochę zobaczyć, jaki jestem kruchy, jak bardzo nie mam wiary. Po operacjach buntowałem się strasznie. Dlaczego ja? Co ja takiego zrobiłem żeby tak cierpieć? Kurna! Sztuczne zastawki! Gdzie jest Bóg? Na szczęście Budzy przeprowadził się z żoną do Poznania i pierwsze, co zrobił, to przyszedł do nas do domu i zaprosił na katechezy neokatechumenalne. To było takie szalone i ciekawe, że jesteśmy razem z Budzyńskimi już prawie 12 lat we wspólnocie, która wtedy powstała.
- Czy dzisiaj pijesz alkohol?
- No czemu nie? Bardzo lubię czerwone słodkie wino, niekoniecznie mszalne. Tylko, że teraz to już ma zupełnie inny wymiar.
- Jesteś innym człowiekiem niż kilka lat temu? Masz szczęśliwą rodzinę, realizujesz się zawodowo. Czujesz się spełniony?
- Spełniony? Jeszcze tyle ciekawych chwil mnie czeka, że nie czuję się spełniony. Czuję za to, że życie ma sens. Ta cała historia z moimi rodzicami, z kapelami, upadkami, chorobą serca, potem wspólnotą - ma sens. Ma pewien kierunek i to daje poczucie, że życie jest piękne, mimo wszystko.
- Jak to jest wychowywać siedmioro dzieci?
- Normalnie: od rana do wieczora w chacie mam heavy metal. Staramy się… i znowu sobie nie radzimy, ale to też jest ciekawe bardziej niż imprezy 20 lat temu.
- Jak spędzacie Święta Bożego Narodzenia? Macie jakieś swoje rodzinne zwyczaje?
- W domu. Razem z rodziną. Sprzątamy, gotujemy pierogi, smażymy ryby, pakujemy prezenty a potem świętujemy. Nie mamy tradycji śpiewania kolęd. W zeszłym roku zamiast kolędować, słuchaliśmy Grechuty. Mamy za to znajomych i sąsiadów, którzy nas uświadamiają i uczą przeżywać święta jak należy.
- Jakie są Twoje kolejne plany zawodowe? Nad czym aktualnie pracujesz?
- Pracuję na co dzień w studio jako realizator. Myślimy o nowej płycie Arki i 2TM2,3, ale to tylko plany. Na razie nagrywam i mixuję młode kapele. Dzisiaj rozpoczęła sesję nagraniową Pneuma. Zespół z trójmiasta. Ostry czad. Właśnie skończyłem demo zespołu z pod znaku HC - Unity of Blood i kończę pracę nad płytą Babayagi Oyo, starej poznańskiej punkowej załogi.
- Jaki jest Robert Friedrich prywatnie? Jest mężem, ojcem – to wiemy. Ale co lubi, jakie ma hobby, ulubiona potrawę i co pozwala mu się zrelaksować?
- Moje hobby to: pracować, lubię wyszukiwać i licytować na Allegro stare efekty do gitary, Gibbony, mikrofony, lampowe procesory, kabelki i wzmacniacze. Moja żona świetnie gotuję, więc kocham też jeść, a najlepiej odpoczywam na liturgii we wspólnocie.
- Dziękuję bardzo za poświęcony czas!
- Ja też dziękuję, bo znowu mogłem sobie przypomnieć jaki Pan Bóg jest dobry dla mnie łajdaka.
artykuł wchodzi w skład projektu Wyraź swoje zdanie i jest współfinansowany ze środków Samorządu Województwa Śląskiego