SEMESTR - magazyn studentów
 
 
 
Na Początek
Na Studiach
Na Luzie
Na Serio
Na Fali
Do Pracy!
Wywiad
Wydarzenia

KARIERA

Warszawa
Wrocław
Kraków
Śląsk
Poznań
Łódź
Szczecin
Gdańsk
Białystok
Kielce
Gliwice
Częstochowa
Toruń
Olsztyn
Opole
Lublin
Bydgoszcz
Rzeszów


ZNAJDŹ
WOLONTARIAT
Szukaj lokum z:
Mieszkania i pokoje do wynajęcia


 Znajdź pracę:

 pracuj.pl - pracujesz jak chcesz!

     Redakcja    |     O nas    |     Oferta    |     Kolportaż    |     Kontakt
  szukaj




LUDZIE MUSZĄ SIĘ SPARZYĆ

Marzena Cyboran: – Podobno niedługo ma się ukazać twoja nowa płyta…

Darek Malejonek: – Tak, Maleo Reggae Rockers, którą wydaje wytwórnia Universal Records Polska. Płyta wychodzi 27 listopada i będzie nosić tytuł Reggaemova. Jak sama nazwa wskazuje, jest to płyta reggae, chociaż będzie na niej dużo rożnych stylów. W ogóle reggae jest muzyką bardzo pojemną, zawiera w sobie zarówno to stare jamajskie reggae, jak i to, co teraz śpiewa Sean Paul. Na płycie będzie wymieszanych dużo różnych nurtów, będzie też trochę gości zarówno z Kuby, jak i z Polski. Myślę, że będzie ciekawa. Niedawno nakręciliśmy klip do piosenki Ostrożnie; od paru dni można ją również usłyszeć w radio.

– Kogo, prócz podstawowego składu zespołu, można będzie usłyszeć?

– Z polskiego hip-hopu Vienio i Pele, ze środowiska reggae Pablo Pavo i Regenerator z Wawa Muffin i paru innych gości, może mniej znanych. Z Jamajki będzie King Lover i z Kuby Tony Junior B.I.G. Myślę, że będzie sporo ciekawych gości.

– Planujecie trasę koncertową?

– Tak, trasa jest planowana styczeń i luty. Teraz gramy sporadyczne koncerty, ale premierowy koncert ma być 18 listopada w Warszawie.

– Czujesz się szczęśliwy?

– Tak.

– Zawsze tak było?

– Nie. Wiadomo, są różne zdarzenia życiowe, człowiek nie jest zawsze w takim samym stanie psychicznym, ale teraz generalnie jestem bardzo zadowolony z życia. Mam rodzinę, mam zawód, który bardzo lubię i myślę, że nie żałuję, że jestem tym, kim jestem.

– Masz za sobą doświadczenie gry w wielu zespołach. Choćby Armia, Israel, Houk czy 2Tm2,3. Rock, reggae, muzyka chrześcijańska – bardzo różne brzmienia i stylistyki. Skąd u ciebie taka różnorodność?

– Zawsze we mnie grały te dwa nurty: muzyka rockowa i reggae. Myślę, że z przewagą reggae. Reggae jest mi najbliższe, jest to muzyka, do której zawsze wracam i będę wracał, dopóki będę żył. Muzyka reggae jest jak blues – im starsza, tym lepsza. Jest to niełatwa muzyka. Podobnie jak kubańska salsa wymaga pewnych umiejętności. Odwrotnie niż muzyka punkowa, w której liczy się przede wszystkim młodzieńcza energia. Ludzie, którzy mają 60 lat – jak np. Rolling Stones – są trochę groteskowi, gdy grają w podartych jeansach. Albo wykonawcy punkowi, którzy doszli do pięćdziesiątki, a krzyczą to samo, co krzyczeli, gdy mieli po 20 lat. Myślę, że muzykę rockową mogę grać jeszcze parę lat, ale reggae zawsze.

– Czyli reaktywacji Houk raczej nie będzie?

– Nie.

– W czasach, kiedy grałeś tę ostrzejszą muzykę, wypełniałeś ten schemat: sex, drugs and rock’n’roll?

– No widzisz, właśnie punk był zawsze przeciwny temu schematowi. W Polsce punkowcy przede wszystkim wąchali klej. Ja nie miałem z tym nic wspólnego, ale w tym warszawskim środowisku punkowym w pewnym momencie pojawili się liderzy i narkotyki zebrały ogromne żniwo. Jak policzyłem, to z tego środowiska nie żyje ponad 20 osób, zaczynając od takich ludzi jak Skandal z grupy DEZERTER czy Sydney z Xenny. Bardzo wiele osób już nie żyje. Punk był buntem przeciwko całemu zastanemu złu tego świata, instytucjonalizacji życia, uciskania jednostki, ale także muzyce rock’n’rolllowej, która już w tym czasie była synonimem drobnomieszczaństwa i obciachu. Hasło sex, drugs and rock’n’roll było mi obce. Naszym hasłem było Punky reggae party, bo środowiska punkowe i reggae-owe się przenikały. Wspólnym mianownikiem było to, że system musi upaść.

– Wielkie ideały, braterstwo, więc skąd tam biorą się narkotyki? Nie mówię tu o marihuanie, ale przede wszystkim o tzw. twardych narkotykach.

– Myślę, że z jednej strony jest to coś, co nazywa się bólem istnienia. To jest to samo co robi alkohol. Zagłusza pewne rzeczy, znieczula i człowiek przez te parę chwil może się wyalienować od tych wszystkich problemów, które tak trudno jest przezwyciężyć. A problemów jest dużo. Myślę, że to chyba o to chodzi. Z drugiej strony jest ta postawa hedonistyczna, żeby się bawić. Bo jest potworna nuda – nie do zniesienia. Ale to bardziej te środowiska dyskotekowe, rave party itd. Natomiast w moim środowisku był to raczej sposób na odreagowanie tego świata, na to, że nie jesteśmy dostosowani do tego życia. I żeby przeżyć jakieś przygody. Każdy miał jakieś ideały. Miało być inaczej, piękniej, a tymczasem życie jest szare i złe. Szczególnie widać to było w czasach komuny. Wiele osób zaczęło brać, wiele osób też wyjechało z Polski. Każdy przypadek jest inny, ale myślę, że paliło się też po to, żeby sobie poszerzyć świadomość. Marihuana, grzybki, LSD – wiele osób próbowało wejść w inny świat. Wiele osób, które znałem i które brały LSD, albo popełniło samobójstwa, albo są teraz na oddziałach psychiatrycznych.

– A ty? Nigdy nie próbowałeś niczego innego poza marihuaną?

– Próbowałem, oczywiście. LSD, grzybków, zarzuciłem parę razy speeda, ale były to bardzo sporadyczne sprawy. Nigdy natomiast nie brałem heroiny. W ogóle mam obrzydzenie do strzykawek, a muzyka reggae, którą gram, uważała marihuanę za pewne święte ziele, które w żadnym wypadku nie jest narkotykiem. Ja też tak myślałem. Wtedy byłem święcie przekonany, że marihuana nie jest narkotykiem i nie powoduje żadnych ubocznych skutków. W tamtych czasach w tamtym środowisku uważaliśmy się za kogoś lepszego niż ćpuny, kompotowcy itd. Uważaliśmy, że to jest jakiś margines. Wcześniej była fala hipisowska, oparta na kompocie, czyli polskiej heroinie. Ale my byliśmy już innym pokoleniem…

– Kiedy przyszła ta świadomość, że marihuana coś jednak z człowiekiem robi?

– Kiedy przestałem brać. Paliłem przez 13 lat – właściwie codziennie. Marihuana nie uzależnia fizycznie, ale uzależnia psychicznie. Właśnie tego doświadczyłem. Zdałem sobie z tego sprawę, kiedy przestałem palić. Był taki moment, to było w styczniu 1993 roku. Grałem na Wielkiej Orkiestrze Świątecznej Pomocy z Israelem. Jakiś czas wcześniej przeżyłem spotkanie z Panem Bogiem. Zdałem sobie sprawę, że On jest. Pochodzę z rodziny niewierzącej i zobaczyłem, że istnieje jakaś rzeczywistość ponad, metafizyka. Ale myślałem, że to można pogodzić z paleniem. Pamiętam, graliśmy wtedy koncert i podszedł do mnie chłopak, chrześcijanin. Chyba ze zboru zielonoświątkowców. Zaczęliśmy rozmawiać. Opowiadałem mu o swoich przeżyciach z Panem Bogiem, o tym, że chcę iść tą właśnie drogą. Wówczas podszedł do mnie kolega z zespołu i mówi: Chodź, bo ktoś tam przyniósł ziele, zaraz będziemy grać koncert. Mówię do tego chłopaka, że muszę teraz iść, ale jak będzie miał czas, to niech wpadnie po koncercie. A on powiedział wtedy: Ale przecież chrześcijanin nie musi palić. Wtedy poczułem, jakby mnie ktoś uderzył bejsbolem w głowę. Gdyby powiedział, że chrześcijanin nie może palić albo że musi rzucić, to bym pewnie w ogóle nie zareagował albo wyśmiał go. Ale w takiej formie, tak mocno to do mnie dotarło, że zdałem sobie sprawę, że ja po prostu muszę palić. To było niewytłumaczalne olśnienie. Błysk świadomości. Zdałem sobie sprawę, że muszę to robić. I to był ostatni moment w moim życiu, w którym zapaliłem. Od tego momentu już nigdy. Nawet jak byłem na trasie koncertowej na Jamajce w 2000 roku. Miałem wtedy kilka poważnych pokus, bo uważa się, że tam jest najlepsza marihuana na całym świecie. Ale nie uległem. Doszedłem do wniosku, że tyle zawdzięczam Panu Bogu, że to nie jest warte tego, żeby zapalić. Zdałem sobie też sprawę z tego, że palenie to rytuał, który zajmował ponad połowę mojego czasu. Tak naprawdę wszystko się kręciło wokół tego. Wcześniej sobie z tego nie zdawałem sprawy. Trzeba było gdzieś pojechać, coś skołować, bo zaraz próba, a jak bez tego można grać itd. Okazało się, że połowa tematów do rozmowy z moimi kolegami po prostu odeszła, bo dotyczyły one w sposób pośredni albo bezpośredni tematu marihuany.

– Trudno było tak z dnia na dzień? To był bardzo radykalny krok.

– Myślę, że bardzo dużo pomógł mi Pan Bóg. Dał mi siłę. Nie jestem ci w stanie tego wytłumaczyć. Nie jestem człowiekiem o silnej woli, mam przeciętną wolę. Ale w tamtym momencie miałem silne postanowienie i wiedziałem, że tego już nie będę robić. Byłem uodporniony, zaszczepiony przeciwko temu, żeby zapalić.

– Więc nie przypominało to klasycznego detoksu?

– Nie. Nie było tak, że siedziałem w domu, nie wychodziłem, żeby kogoś nie spotkać, bo zaraz ktoś zechce mnie poczęstować. Nic z takich rzeczy – i to jest właśnie cud.

– A jak na twoją zmianę zareagowało środowisko?

– Z pewnym zdziwieniem i niedowierzaniem. Niektórzy myśleli, że zacząłem się wywyższać. Nie było to prawdą, ale oni odbierali mnie w taki sposób. Uważali, że odsunąłem się od środowiska. Dopiero po kilku latach zostały przełamane pewne uprzedzenia, bariery i myślę, że znów mam dobry kontakt z ludźmi ze środowiska muzycznego.

– Czułeś się odrzucony?

– Jest to trochę krępujące. Nie chcesz palić, ale nie chcesz też, żeby ktoś się poczuł urażony albo gorszy. Ale była to dla mnie zbyt ważna sprawa, żeby kierować się tym, co ktoś o mnie pomyśli.

– Gdyby któreś z twoich dzieci wybrało tę drogę, którą ty szedłeś, gdybyś wiedział, że będą w podobnym środowisku, w którym ty byłeś, jakbyś zareagował?

– Byłbym bardzo zaniepokojony. Z mojego środowiska bardzo niewielu osobom udało się z tego wyjść.

– A gdyby przyszły do ciebie twoje dzieci i powiedziały: Tato, postanowiliśmy założyć zespół, będziemy grać. Co ty na to?

– Wszystkie moje dzieci śpiewały w Arce Noego. Najstarsza córka już od paru lat nie śpiewa, ma 16 lat i własną kapelę. Też grają reggae. Nie pali, wiem to na 100%. Co będzie kiedyś? Nie wiem. Nie mam takiej gwarancji, że nie spróbuje. Jedyne, co mogę, to dawać przykład. Można tłumaczyć, ale staram się nie moralizować, bo to działa zawsze odwrotnie. Staram się raczej dawać przykład. Jest to trudne. Nie wiem, jak będzie, ale wiem, że ona jest w swojej wspólnocie i ma szczepionkę na te rzeczy – Słowo Boże.

– Teraz jest tak, i chyba zawsze tak było, że aby była fajna impreza, musi być jakiś alkohol, narkotyki. Ty, będąc osobą znaną jeszcze z czasów np. Houk, mógłbyś pokazać, że można inaczej. Nie kusi cię, żeby kimś takim zostać? Takim pozytywnym idolem?

– Nie. Jestem przede wszystkim artystą i jeżeli już takie rzeczy robię, to robię to w muzyce, w tekstach. Staram się to robić dla ludzi, którzy mnie słuchają. Nigdy nie czułem się ani aktywistą, ani działaczem. Byłem kilka razy na spotkaniach z młodzieżą, ale – po pierwsze – cierpię na chroniczny brak czasu, a po drugie – nie czuję się na tyle mądry, żeby mówić komuś, jaką drogą ma iść, bo ma to raczej odwrotny skutek. Ludzie są tacy, że zawsze próbują coś sami przeżyć, odkryć swoją własną Amerykę i przeważnie muszą się sparzyć. Co innego moje dzieci. Z jednej strony czuję się za nie odpowiedzialny, ale z drugiej one żyją w takim środowisku, że do tej pory nie mają raczej takich ciągot do picia, palenia, chodzenia na dyskoteki czy tego typu sprawy.

– Wracając do muzyki… Co ci sprawia największą satysfakcję: robienie muzyki czy patrzenie, jak ludzie na nią reagują?

– Najwspanialszym przeżyciem jest oczywiście koncert. A jak już jest taki koncert, że następuje niesamowite sprzężenie zwrotne między słuchaczami a wykonawcami, jest wspaniale. Pojawia się to niesamowite poczucie jedności. Szaleństwo, euforia… Przeżyłem to kilka razy w życiu, raz na Przystanku Woodstock. Jako lider zawsze mam jakieś obiekcje, że coś jest nie tak, że ktoś coś źle zrobił, ale czasem jest tak, że się o tym zapomina i człowiek się daje ponieść emocjom. To jest piękne. Równie piękną sprawą jest proces twórczy, kiedy tworzy się piosenki na próbach. Tego się nie da z niczym porównać. Ten moment kiedy się coś wymyśli, stworzy. Również ten moment, gdy robię coś w studiu i wyjdzie coś niesamowitego. W ogóle muzyka jest wspaniałą rzeczą. Jest rzeczą piękną i niepotrzebne mi są żadne inne odloty. Muzyka mi daje satysfakcję.

– Podoba ci się nasza polska jesień? Teraz, kiedy tak niespodziewanie w połowie listopada zrobiło się ciepło i słonecznie?

– Dzisiaj tak, teraz jest pięknie. Nie lubię, kiedy jest zimno, pełno błota i szaro. Tego nie lubię. Potem jest biało, zima, i wtedy znów jest pięknie, zwłaszcza w górach. Choć generalnie wolę wiosnę i lato. Ale z drugiej strony jesień też lubię, bo wtedy jest więcej czasu na siedzenie w studiu i robienie muzyki.

– Zasadziłeś już drzewo?

– Kiedyś graliśmy z Arką Noego. Byliśmy w trasie ponad miesiąc i zagraliśmy ponad 30 koncertów. Jeździliśmy autokarem całą rodziną: ja, trójka dzieci i żona. Wtedy właśnie zobaczyłem, że mój dom jest tu, gdzie są moi bliscy. Dom nie jest w jednym miejscu, nie jestem gdzieś zainstalowany. Wiem, że mógłbym mieszkać w różnych miejscach, gdybym tylko miał ze sobą rodzinę. Sadzenie drzewa? Nie, to mi się kojarzy z jakimś zakotwiczeniem w jednym miejscu. Ciepłe kapcie i odcinanie kuponów. Tego nie chcę. Życie mnie ciągle zaskakuje, nie zawsze pozytywnie, ale zawsze jest ciekawie. Bo najgorsza w życiu jest nuda, którą przecież trzeba jakoś zabić.

- Dziękuję bardzo za rozmowę.

- Dziękuję również.

Więcej informacji na temat zespołu MALEO REGGAE ROCKERS na www.maleo.pl.

Województwo Śląskie


artykuł wchodzi w skład projektu Wyraź swoje zdanie i jest współfinansowany ze środków Samorządu Województwa Śląskiego




  SEMESTR patronuje:








 NEWS

   :: Wrzesień
   17WIZAŻ I STYLIZACJA

 
   :: Październik
   19Festiwal 7xGospel!

 
   :: Listopad
  Brak wydarzeń

 
   :: Grudzień
   5VI Jarmark Rękodzieł


 DODAJ WYDARZENIE

Login:
Hasło:



Redakcja    |     O nas    |     Oferta    |     Kolportaż    |     Kontakt